Siedziałam na kanapie i myślałam o tym wszystkim co wydarzyło się w ostatnim czasie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie głośny huk. Najszybciej jak potrafiłam zwlokłam się się z łóżka, złapałam kule i ruszyłam w stronę, z której usłyszałam hałas. Stanęłam przed tylnymi drzwiami domu. W szybie byłą wielka dziura, a na podłodze leżał kamień owinięty w jakiś papier. Drżącymi dłońmi zdjęłam kartkę ze skały po czym zaczęłam składać w jedną całość litery, które na niej widniały. W jednym momencie poczułam się słabo. Szybko wróciłam do salonu. Wybrałam numer do Mateusza.
" Cześć. Jeżeli nie odbieram znaczy, że nie mam czasu rozmawiać. Jak chcesz zostaw wiadomość. " - No tak. Zawsze kiedy go potrzebuję nawet nie odbierze telefonu.
Tak bywa. - powiedziałam sama do siebie. Nie miałam już siły. Najchętniej z powrotem poszłabym spać, ale musiałam zastanowić się co zrobić z tą dziurą w drzwiach. Skrzywiłam się gdy tylko o tym pomyślałam. Jeszcze ta noga. Co mnie podkusiło, żeby wtedy iść gdzieś z tym głupkiem?! Gdyby nie to nie miałabym jej teraz od kostki do kolana w gipsie. Na szczęście jeszcze 2 tygodnie i zdejmą mi to dziadostwo. Chcąc, nie chcąc musiałam się podnieść i iść coś wykombinować. Weszłam do garażu szukając czegoś co by się nadawało. W kącie ciał jakiś kawałek blachy. Z szafki wyciągnęłam taśmę izolacyjną. Byłam gotowa na zaklejenie dziury. Weszłam do korytarza, podeszłam do drzwi i zaczęłam zaklejać. Po skończonej pracy nawet byłam z siebie dumna. Nie wyglądało to tak źle jak myślałam, że będzie wyglądało. Jednak na mechanika ani nic w tym stylu się nie nadaję. Chowając narzędzia wróciło do mnie to uczucie strachu. Jakby ktoś mnie obserwował? Nie to nie możliwe. Pewnie mi się tylko wydawało. Nie chciałam się dowiedzieć. Gdy tylko weszłam do domu o mało nie dostałam zawału. Na kanapie siedział mój chłopak.
- Co ty tu robisz? Przestraszyłeś mnie.
- Siedzę. Zobaczyłem, że do mnie dzwoniłaś. Chciałem zrobić ci niespodziankę i wpaść. Widziałem, że kręcisz się po garażu więc postanowiłem wejść i na ciebie poczekać. Powinienem zobaczyć czego szukałaś, ale nie chciałem, żebyś mnie wtedy zobaczyła. Nie wiedziałem, że cię przestraszę.
- A więc to on wtedy mnie obserwował. - powiedziałam sama do siebie.
- Słucham?
- Nic, nic. Cieszę się, że wpadłeś.
- Nie widzę żebyś się cieszyła. Coś się stało?
- Cieszę się, po prostu zmęczona jestem.
- Czym? Siedzeniem? - zapytał z uśmiechem.
Nie powiem, wkurzył mnie tym tekstem.
- Siedzeniem!? Wyobraź sobie, że nie! Kiedy do ciebie dzwoniłam chciałam żebyś mi pomógł, ale nie! Bo przecież ty nie mogłeś odebrać! Wiesz czy jestem zmęczona?! Naprawiałam szybę w tylnych drzwiach, ale ty i tak nie zrozumiesz.
- Kochanie, ale nie denerwuj się. Przecież nie wiedziałem. Nie miałem jak odebrać. Przepraszam... A co się stało, ze musiałaś naprawiać?
Nie chciałam opowiadać mu tego incydentu więc trochę skłamałam.
- Jakiś ptak uderzył w szybę w taką siłą że się rozbiła.
- Ekhem. - chyba jednak nie uwierzył.
Nie chciałam odpowiadać na żadne pytania więc wykręciłam się kąpielą.
* Kilka minut później *
- Nadiaa! Co to jest?
- Co? - zapytałam wychodząc z łazienki.
- To. - Mateusz pokazał na kartkę. Skarciłam się w myślach, że jej nie schowałam, ale przecież nie wiedziałam, że on przyjdzie.
- A to.To... To jest... No... Znalazłam na ulicy.
- Nie kłam. Co to jest?
- Nie widzisz? Zapisana kartka papieru.
- Słońce, martwię się o ciebie. Jesteś jakaś inna niż zwykle. Powiedz, co się stało? - zapytał i jednocześnie przytulił mnie.
- Zasnęłam. Obudził mnie huk. Poszłam zobaczyć co się stało. Zobaczyłam rozbitą szybę i kamienia z tą kartką. - powiedziałam przez łzy.
- Ej, nie płacz. Jestem przy Tobie. Chcesz żebym został na noc?
- Sama nie wiem...
- To się zastanów. - powiedział i pocałował mnie w czoło. Lubiłam jak to robił. Przy nim czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że nic mi się nie stanie.
______________________________________________________________
Wiecie co? Zastanawiałam się nad zmianą tytułu bloga. W sumie rzadko kiedy piszę tu o rapie. No, jakoś tak wyszło... Jakieś propozycje na tytuł?
sobota, 12 października 2013
niedziela, 15 września 2013
Rozdział 12
Przez chwile nie wiedziałam co powiedzieć. Nie sądziłam, że on może do mnie coś czuć.
- Przepraszam, nie powinienem.
- Co? - zapytałam nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
- Przepraszam, że cię pocałowałem.
- Nie podobało co się?
- Nie o to chodzi, po prostu... Jesteśmy przyjaciółmi i... No wydaje mi się, że nie powinienem był, ale już nie mogłam wytrzymać.
- W sumie to masz racje, ale mi też się to podobało.
- Słucham?
- No, ja też cię kocham.
Nie da się opisać jaką minę zrobił Mateusz. Był trochę zdziwiony, ale jednak szczęśliwy. To samo można było powiedzieć o mnie. Kochałam go, naprawdę go kochałam. Jeszcze nie dawno nie chciałam tej myśli do siebie dopuścić, a dzisiaj i to przed nim przyznałam się do tego.
***
Kilka godzin później, kiedy Mateusz wrócił do domu zrobiło mi się strasznie przykro. Nie minęło 5 minut od naszego rozstania, a ja już za nim tęskniłam. Nigdy jeszcze tak się nie czułam. Pocieszała mnie tylko myśl, że następnego dnia znowu się zobaczymy. Żyłam tylko tą myślą. Kiedy Nikola zadzwoniła, pytając do u mnie, nic jej nie powiedziałam, ale ona zauważyła, że mój głos jest weselszy. Był taki. Ostatnie tygodnie nie były najlepsze. Co prawda, zaliczyłam koncert GrubSona, za rymowałam na nim, ale jednak brakowało mi bliskości. Bliskości kogoś takiego jak mój chłopak. MÓJ CHŁOPAK - oficjalnie mogę już to ogłosić. MÓJ CHŁOPAK - jak to cudownie brzmi...
* Oczami Mateusza *
Idąc do domu zastanawiałem się nad tym co wydarzyło się dzisiaj. Idąc przeprosić Nadię nie sądziłem, że wszystko się tak potoczy. Nie sądziłem, że ona także coś do mnie czuje. Chociaż po tym jak była zazdrosna mogłem się tego domyślić. Zawsze chciałem mieć dziewczynę taką jaką jest ONA. Nigdy do nikogo nie czułem tego co do niej. Z rozkojarzenia po drodze wpadłem na jakąś babkę. Speszony szybko ją przeprosiłem, uśmiechnęła się tylko. Wchodząc do domu zapomniałem zdjąć buty. Mama szybko zauważyła, że jestem jakiś rozkojarzony. Nic jej nie mówiąc udałem się do swojego pokoju. rzuciłem się na łóżko i już po chwili zasnąłem. Obudziło mnie głośne pukanie.
- Kochanie, ktoś do ciebie. - usłyszałem głos swojej rodzicielki.
- Powiedz, że mnie nie ma.
- Już powiedziałam, że cię obudzę.. Zresztą ona stoi koło mnie.
Przez chwilę myślałem, że to Nadia mnie odwiedziła, ale jak się okazało to nie była ona. Kiedy zobaczyłem kto wszedł do mojego pokoju od razu chciałem ją wyprosić, ale zdecydowałem się na rozmowę.
- Co ty tu robisz? - zapytałem dość ostro.
- Chciałam ci coś powiedzieć, mogę?
- Już ci mówiłem, że nie mamy o czym rozmawiać. Już raz przez ciebie prawie straciłem Nadię, nie chcę przechodzić tego drugi raz zwłaszcza, że...
- Że co?
- Że kocham ją, jestem z nią i nie mam zamiaru po raz kolejny przez twoje wymysły jej stracić.
- Ale Mateusz, ja cię kocham.
- Kochasz?! Słyszysz samą siebie? Wiesz co Magda? Jakbyś mnie kochała to byś się tak nie zachowywała! Zrozum, że między nami nic nie było i nigdy nie będzie. A teraz wyjdź!
- Jesteś tego pewny?
- Jak niczego innego.
- Jeszcze tego pożałujesz. - Dziewczyna wściekła się, a po chwili usłyszałem głośny huk zamykanych drzwi.
* Oczami Nadii *
- Tak tato wszystko jest okej. Tak, dbam o siebie. Tak, przychodzi i pomaga. Nie musisz się martwić, wszystko jest dobrze.
- To dobrze córuniu. Wiesz, ja już muszę kończyć. Jutro zadzwonię, Kocham Cię!
- Ja Ciebie też. Pa! - Po wypowiedzeniu tych słów jak najszybciej się rozłączyłam. Nie chciałam czekać do momentu kiedy zrobi to tata, bo pewnie zaraz znowu coś by sobie przypomniał i przez kolejne 20 minut musiałabym słuchać to co mówi i po kilkadziesiąt razy odpowiadać na jedno i to samo pytanie. Rozumiem, że się mnie martwi, ale nie jestem już dzieckiem i czasami naprawdę przesadza.
_______________________________________________________________________________
Dobraa, jest! Chciałam napisać dłuższy, ale nie miałam pomysłu. Naprawdę dziękuję za przemiłe komentarze <3 Widzicie jak 3 opinie potrafią zmotywować? No to pomyślcie co by zdziałało 10 komentarzy? ;) Mam nadzieję, że kiedyś się o tym przekonam i ja i Wy.
czytasz = komentujesz ;>
- Przepraszam, nie powinienem.
- Co? - zapytałam nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
- Przepraszam, że cię pocałowałem.
- Nie podobało co się?
- Nie o to chodzi, po prostu... Jesteśmy przyjaciółmi i... No wydaje mi się, że nie powinienem był, ale już nie mogłam wytrzymać.
- W sumie to masz racje, ale mi też się to podobało.
- Słucham?
- No, ja też cię kocham.
Nie da się opisać jaką minę zrobił Mateusz. Był trochę zdziwiony, ale jednak szczęśliwy. To samo można było powiedzieć o mnie. Kochałam go, naprawdę go kochałam. Jeszcze nie dawno nie chciałam tej myśli do siebie dopuścić, a dzisiaj i to przed nim przyznałam się do tego.
***
Kilka godzin później, kiedy Mateusz wrócił do domu zrobiło mi się strasznie przykro. Nie minęło 5 minut od naszego rozstania, a ja już za nim tęskniłam. Nigdy jeszcze tak się nie czułam. Pocieszała mnie tylko myśl, że następnego dnia znowu się zobaczymy. Żyłam tylko tą myślą. Kiedy Nikola zadzwoniła, pytając do u mnie, nic jej nie powiedziałam, ale ona zauważyła, że mój głos jest weselszy. Był taki. Ostatnie tygodnie nie były najlepsze. Co prawda, zaliczyłam koncert GrubSona, za rymowałam na nim, ale jednak brakowało mi bliskości. Bliskości kogoś takiego jak mój chłopak. MÓJ CHŁOPAK - oficjalnie mogę już to ogłosić. MÓJ CHŁOPAK - jak to cudownie brzmi...
* Oczami Mateusza *
Idąc do domu zastanawiałem się nad tym co wydarzyło się dzisiaj. Idąc przeprosić Nadię nie sądziłem, że wszystko się tak potoczy. Nie sądziłem, że ona także coś do mnie czuje. Chociaż po tym jak była zazdrosna mogłem się tego domyślić. Zawsze chciałem mieć dziewczynę taką jaką jest ONA. Nigdy do nikogo nie czułem tego co do niej. Z rozkojarzenia po drodze wpadłem na jakąś babkę. Speszony szybko ją przeprosiłem, uśmiechnęła się tylko. Wchodząc do domu zapomniałem zdjąć buty. Mama szybko zauważyła, że jestem jakiś rozkojarzony. Nic jej nie mówiąc udałem się do swojego pokoju. rzuciłem się na łóżko i już po chwili zasnąłem. Obudziło mnie głośne pukanie.
- Kochanie, ktoś do ciebie. - usłyszałem głos swojej rodzicielki.
- Powiedz, że mnie nie ma.
- Już powiedziałam, że cię obudzę.. Zresztą ona stoi koło mnie.
Przez chwilę myślałem, że to Nadia mnie odwiedziła, ale jak się okazało to nie była ona. Kiedy zobaczyłem kto wszedł do mojego pokoju od razu chciałem ją wyprosić, ale zdecydowałem się na rozmowę.
- Co ty tu robisz? - zapytałem dość ostro.
- Chciałam ci coś powiedzieć, mogę?
- Już ci mówiłem, że nie mamy o czym rozmawiać. Już raz przez ciebie prawie straciłem Nadię, nie chcę przechodzić tego drugi raz zwłaszcza, że...
- Że co?
- Że kocham ją, jestem z nią i nie mam zamiaru po raz kolejny przez twoje wymysły jej stracić.
- Ale Mateusz, ja cię kocham.
- Kochasz?! Słyszysz samą siebie? Wiesz co Magda? Jakbyś mnie kochała to byś się tak nie zachowywała! Zrozum, że między nami nic nie było i nigdy nie będzie. A teraz wyjdź!
- Jesteś tego pewny?
- Jak niczego innego.
- Jeszcze tego pożałujesz. - Dziewczyna wściekła się, a po chwili usłyszałem głośny huk zamykanych drzwi.
* Oczami Nadii *
- Tak tato wszystko jest okej. Tak, dbam o siebie. Tak, przychodzi i pomaga. Nie musisz się martwić, wszystko jest dobrze.
- To dobrze córuniu. Wiesz, ja już muszę kończyć. Jutro zadzwonię, Kocham Cię!
- Ja Ciebie też. Pa! - Po wypowiedzeniu tych słów jak najszybciej się rozłączyłam. Nie chciałam czekać do momentu kiedy zrobi to tata, bo pewnie zaraz znowu coś by sobie przypomniał i przez kolejne 20 minut musiałabym słuchać to co mówi i po kilkadziesiąt razy odpowiadać na jedno i to samo pytanie. Rozumiem, że się mnie martwi, ale nie jestem już dzieckiem i czasami naprawdę przesadza.
_______________________________________________________________________________
Dobraa, jest! Chciałam napisać dłuższy, ale nie miałam pomysłu. Naprawdę dziękuję za przemiłe komentarze <3 Widzicie jak 3 opinie potrafią zmotywować? No to pomyślcie co by zdziałało 10 komentarzy? ;) Mam nadzieję, że kiedyś się o tym przekonam i ja i Wy.
czytasz = komentujesz ;>
piątek, 12 lipca 2013
WAŻNE!!!
Nie wiem po co piszę tego bloga. Najlepiej jakbym go usunęła. Bez sensu, że czytają go 2 osoby. Jedna z tych dwóch jest moją przyjaciółką, także wiadomo, że będzie go czytała. Dla jednej osoby nie warto. Serio tylko 2 osoby go czytają? Naprawdę dzięki 2 osobom mam tyle wyświetleń? Jakoś w to nie wierzę. Także jeżeli chcecie żebym kontynuowała tego bloga i dodała następny rozdział POD TYM WPISEM MUSI BYĆ MINIMUM 6 KOMENTARZY! Jak będzie to dodam następny, a jak nie to trudno...
Pozdro!
wtorek, 2 lipca 2013
Rozdział 11
To nie możliwe żebym tyle spała. Wydaje mi się, że dopiero się położyłam...
- Ee, jesteś tam? - z rozmyśleń wyrwał mnie Mateusz.
- Jestem, jestem. Co mówiłeś?
- Pytałem czy mam do ciebie wpaść?
- Jak ci się chce to wpadaj.
***
Po całym domu roznosił się zapach naleśników. Mój, że tak powiem " opiekun " wymyślił, że ugotuje mi obiad, a że za bardzo tego nie umie robić to usmażył naleśniki. Oczywiście z moją pomocą. Nie powiem, że były złe, bo były dobre. Nawet bardzo. Tylko za dużo bitej śmietany. No, ale da się przeżyć. Zasiedzieliśmy się tak, że nawet nie wiem kiedy minęły 4 godziny. Dobrze się bawiliśmy i dlatego. Przypomniałam sobie, że o 19 miał zadzwonić tato więc poprosiłam Mateusza, żeby przyniósł mi telefon, który zostawiłam w łazience.
- Co mi zrobisz jak powiem, że go tutaj nie ma? - zapytał po chwili.
- Jak nie ma? Przecież go tam zostawiłam, a przynajmniej tak mi się wydaje.
- To chyba źle ci się wydaje. Jesteś pewna, że jest tutaj? Poszukaj koło siebie.
Nie chciałam wyjść na idiotkę więc upierałam się przy swoim zdaniu, ale tak jak powiedział telefon rzeczywiście leżał koło mnie.
- Zakochana? - zapytał z uśmiechem.
- Może...
- Oo, a w kim?
- Powiedziałam, że może! A teraz się zatkaj, bo mój tato dzwoni.
Od ojca dowiedziałam się tyle co nic. Powiedział tylko, że jeszcze jadą, że nie może rozmawiać i że zadzwoni jak będą na miejscu. Trochę się wkurzyłam, ale po chwili mi przeszło, bo uświadomiłam sobie, że odkąd wyjechał ani razu o nim nie pomyślałam. W sumie to teraz też nie za bardzo miałam na to ochotę.
Kiedy Mateusz poszedł do domu postanowiłam się położyć, bo byłam bardzo zmęczona. Ślimaczym tempem udałam się do pokoju obok i od razu walnęłam się na łóżko. Nawet nie chciało mi się wykąpać.
* Następnego dnia *
Wstałam około 12. W lodówce nie było nic do jedzenia więc postanowiłam udać się do sklepu. Nie miałam daleko więc z kulami dałabym radę, a reklamówkę z zakupami jakoś zawieszę. Wyszłam z domu i przeszłam na drugą stronę ulicy. W oddali załważyłam Mateusza z jakąś dziewczyną. Całowali się. Momentalnie w oczach pojawiły mi się łzy. Nie wiem dlaczego... Nie miałam prawa płakać, przecież nic mi nie obiecywał, a jednak zrobiło mi się przykro. Powinnam się cieszyć, że pewnie jest szczęśliwy, a nie beczeć jak durna... Przecież on nawet nie wie, że GO KOCHAM. Nie chciałam żeby mnie zauważył więc najszybciej jak potrafiłam doszłam do domu. Jednak nie udało mi się przejść nie zauważalnie. Chłopak spojrzał na mnie i zaczął biec w moją stronę. Na szczęście byłam już przy drzwiach i mnie nie dogonił. Szybko je zatrzasnęłam i przekręciłam klucz w zamku.
- Nadia otwórz! Wytłumaczę ci wszystko.
- Nie chcę tego słuchać. Nie jesteśmy razem więc nie masz co mi tłumaczyć. Idź stąd!
- Nadia, proszę...
- Nie! Idź i nie przychodź tu więcej. Nie dzwoń, nie pisz. Idź! - powiedziałam te słowa i udałam się do sąsiedniego pokoju. Nie powinnam tak reagować. Może się umawiać z kim chce. Mi nic do tego. Był moment kiedy nawet chciałam do niego zadzwonić i przeprosić, ale jednak z tego zrezygnowałam.
* Kilka dni później *
Od kilku dni się z nim nie kontaktuje. Nie pisał sms-y, dzwonił, w sumie to nie mam ochoty z nim gadać. Z tego co wiem to u taty wszystko w porządku więc nie mam się czym martwić. Siedziałam na kanapie i oglądałam telewizje kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Powoli ruszyłam w ich stronę. Gdy tylko je otworzyłam od razu chciałam zamknąć, ale ten ktoś przytrzymał je tak mocno, że w końcu odpuściłam i wpuściłam go do domu.
- Dasz mi wszystko wytłumaczyć?
- Skoro już to jesteś... Nie musisz się tłumaczyć, przecież nic nie zrobiłeś. To i tak nie moja sprawa.,
- To nie tak jak myślisz. Ja jej nie całowałem. To ona rzuciła się na mnie. Kiedy ty to zobaczyłaś to akurat się od niej uwolniłem. Przepraszam.
- Za co? Powtarzam ci kolejny raz, że nie musisz się tłumaczyć. Nie jesteśmy razem i nie mam o to do ciebie żalu.
- Masz, masz. - powiedział z uśmiechem.
- Nie mam i daj już spokój.
- Ty po prostu byłaś i jesteś zazdrosna.
- Słucham?
- Nie mów już tyle, ok?
- Co masz na myśli?
- To. - powiedział po czym niespodziewanie mnie pocałował.
Byłam tym zaskoczona, ale bardzo mi się to podobało. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam kiedy się pd siebie oderwaliśmy.
- Nie wiesz?
- Nie... Powiesz mi?
- Bo cię kocham. Od dłuższego czasu jesteś dla mnie najważniejsza...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobra, wiem miał być na przełomie piątek/sobota, ale kompletnie nie miałam do tego głowy ;/ mam nadzieję, że ten rozdział chociaż trochę się wam podoba. ;)
- Ee, jesteś tam? - z rozmyśleń wyrwał mnie Mateusz.
- Jestem, jestem. Co mówiłeś?
- Pytałem czy mam do ciebie wpaść?
- Jak ci się chce to wpadaj.
***
Po całym domu roznosił się zapach naleśników. Mój, że tak powiem " opiekun " wymyślił, że ugotuje mi obiad, a że za bardzo tego nie umie robić to usmażył naleśniki. Oczywiście z moją pomocą. Nie powiem, że były złe, bo były dobre. Nawet bardzo. Tylko za dużo bitej śmietany. No, ale da się przeżyć. Zasiedzieliśmy się tak, że nawet nie wiem kiedy minęły 4 godziny. Dobrze się bawiliśmy i dlatego. Przypomniałam sobie, że o 19 miał zadzwonić tato więc poprosiłam Mateusza, żeby przyniósł mi telefon, który zostawiłam w łazience.
- Co mi zrobisz jak powiem, że go tutaj nie ma? - zapytał po chwili.
- Jak nie ma? Przecież go tam zostawiłam, a przynajmniej tak mi się wydaje.
- To chyba źle ci się wydaje. Jesteś pewna, że jest tutaj? Poszukaj koło siebie.
Nie chciałam wyjść na idiotkę więc upierałam się przy swoim zdaniu, ale tak jak powiedział telefon rzeczywiście leżał koło mnie.
- Zakochana? - zapytał z uśmiechem.
- Może...
- Oo, a w kim?
- Powiedziałam, że może! A teraz się zatkaj, bo mój tato dzwoni.
Od ojca dowiedziałam się tyle co nic. Powiedział tylko, że jeszcze jadą, że nie może rozmawiać i że zadzwoni jak będą na miejscu. Trochę się wkurzyłam, ale po chwili mi przeszło, bo uświadomiłam sobie, że odkąd wyjechał ani razu o nim nie pomyślałam. W sumie to teraz też nie za bardzo miałam na to ochotę.
Kiedy Mateusz poszedł do domu postanowiłam się położyć, bo byłam bardzo zmęczona. Ślimaczym tempem udałam się do pokoju obok i od razu walnęłam się na łóżko. Nawet nie chciało mi się wykąpać.
* Następnego dnia *
Wstałam około 12. W lodówce nie było nic do jedzenia więc postanowiłam udać się do sklepu. Nie miałam daleko więc z kulami dałabym radę, a reklamówkę z zakupami jakoś zawieszę. Wyszłam z domu i przeszłam na drugą stronę ulicy. W oddali załważyłam Mateusza z jakąś dziewczyną. Całowali się. Momentalnie w oczach pojawiły mi się łzy. Nie wiem dlaczego... Nie miałam prawa płakać, przecież nic mi nie obiecywał, a jednak zrobiło mi się przykro. Powinnam się cieszyć, że pewnie jest szczęśliwy, a nie beczeć jak durna... Przecież on nawet nie wie, że GO KOCHAM. Nie chciałam żeby mnie zauważył więc najszybciej jak potrafiłam doszłam do domu. Jednak nie udało mi się przejść nie zauważalnie. Chłopak spojrzał na mnie i zaczął biec w moją stronę. Na szczęście byłam już przy drzwiach i mnie nie dogonił. Szybko je zatrzasnęłam i przekręciłam klucz w zamku.
- Nadia otwórz! Wytłumaczę ci wszystko.
- Nie chcę tego słuchać. Nie jesteśmy razem więc nie masz co mi tłumaczyć. Idź stąd!
- Nadia, proszę...
- Nie! Idź i nie przychodź tu więcej. Nie dzwoń, nie pisz. Idź! - powiedziałam te słowa i udałam się do sąsiedniego pokoju. Nie powinnam tak reagować. Może się umawiać z kim chce. Mi nic do tego. Był moment kiedy nawet chciałam do niego zadzwonić i przeprosić, ale jednak z tego zrezygnowałam.
* Kilka dni później *
Od kilku dni się z nim nie kontaktuje. Nie pisał sms-y, dzwonił, w sumie to nie mam ochoty z nim gadać. Z tego co wiem to u taty wszystko w porządku więc nie mam się czym martwić. Siedziałam na kanapie i oglądałam telewizje kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Powoli ruszyłam w ich stronę. Gdy tylko je otworzyłam od razu chciałam zamknąć, ale ten ktoś przytrzymał je tak mocno, że w końcu odpuściłam i wpuściłam go do domu.
- Dasz mi wszystko wytłumaczyć?
- Skoro już to jesteś... Nie musisz się tłumaczyć, przecież nic nie zrobiłeś. To i tak nie moja sprawa.,
- To nie tak jak myślisz. Ja jej nie całowałem. To ona rzuciła się na mnie. Kiedy ty to zobaczyłaś to akurat się od niej uwolniłem. Przepraszam.
- Za co? Powtarzam ci kolejny raz, że nie musisz się tłumaczyć. Nie jesteśmy razem i nie mam o to do ciebie żalu.
- Masz, masz. - powiedział z uśmiechem.
- Nie mam i daj już spokój.
- Ty po prostu byłaś i jesteś zazdrosna.
- Słucham?
- Nie mów już tyle, ok?
- Co masz na myśli?
- To. - powiedział po czym niespodziewanie mnie pocałował.
Byłam tym zaskoczona, ale bardzo mi się to podobało. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam kiedy się pd siebie oderwaliśmy.
- Nie wiesz?
- Nie... Powiesz mi?
- Bo cię kocham. Od dłuższego czasu jesteś dla mnie najważniejsza...
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobra, wiem miał być na przełomie piątek/sobota, ale kompletnie nie miałam do tego głowy ;/ mam nadzieję, że ten rozdział chociaż trochę się wam podoba. ;)
sobota, 22 czerwca 2013
Rozdział 10
Tak jak myślałam do domu wszedł tato. Popatrzył na mnie przez chwilę po czym zapytał:
- Co ci się stało w nogę?
- Złamana. To długa historia.
Zaczęłam mu ja opowiadać, w połowie mój ojczulek nie wytrzymał i wybuchł głośnym śmiechem. W sumie to się tego spodziewałam.
- No nic, to będę musiał zrezygnować z wyjazdu, echh. - powiedział po chwili.
- Jakiego wyjazdu?
- Mam wyjazd służbowy na miesiąc drugi koniec polski. No, ale będę musiał powiedzieć, że nie mogę jechać. Nie poradzisz sobie sama.
- Mam rozumieć, że to twoja szansa na awans, tak? Nie ma mowy żebyś z tego zrezygnował. Dam sobie radę. Zresztą Mateusz pewnie mi pomoże, tak? -zapytałam spoglądając w stronę chłopaka i jednocześnie taty.
- Jasne. - odpowiedział z uśmiechem.
- Nie ma mowy, nigdzie nie jadę. - wtrącił rodzic.
- Tato... Pojedziesz i koniec.
- No nie wiem, pomyślę nad tym. - odpowiedział a po chwili opuścił salon udając się do swojego gabinetu.
Kiedy Mateusz zaczął się zbierać do domu przypomniałam sobie, że miał mi coś powiedzieć. Ten jednak powiedział, że powie mi o tym jutro. Trochę się wkurzyłam, ale musiałam dać radę i wytrzymać do następnego dnia. Pod wieczór tato poinformował mnie, że jednak zostawi mnie, ale mam dzwonić do niego jak by się coś działo. Z naszej rozmowy dowiedziałam się, że ma jechać następnego dnia. Prze chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, bo miałam tylko kilka godzin żeby pomóc mu w przygotowaniach. Najpierw nie chciał żebym to robiła, ale po kilku minutach w końcu się zgodził. W ciągu dwóch godzin uwinęliśmy się z ubraniami. A w ciągu następnych trzech zrobiłam mu jedzenie na drogę. Od kiedy mama zginęła nauczyłam się gotować i piec różne dobre dania. Ze wszystkim wyrobiłam się do 23, więc nie było źle. Ojczulek wyjeżdżał o 9 więc rano miałam jeszcze chwilkę, żeby się z nim pożegnać.
* 7 godzin później *
- Tato, ładowarka! Zapomniałeś spakować. - krzyknęłam po czym doczołgałąm się do fotela i wsadziłam ją do torby.
Kiedyś łowy zapomni... Jeszcze nie wyjechał, a ja już zaczynam za nim tęsknić. Mam nadzieję, że ten miesiąc szybko minie.
- Nadia córeczko bardzo cię przepraszam, ale dostałem telefon i muszę wyjechać wcześniej... - usłyszałam po chwili.
- Jasne, jedź. - odpowiedziałam i mocno przytuliłam się to taty. Może na co dzień tego nie okazuję, ale bardzo go kocham. Mam tylko jego.. I oczywiście Mateusza i Nikolę, ale to już inna bajka...
- To ja będę szedł. - wypalił po kilku minutowej ciszy.
- Będę tęsknił. Trzymaj się mała.
- Ja też... - odpowiedziałam po czym powoli udałam się za nim i stałam w drzwiach dopóki auto firmowe nie zniknęło za zakrętem.
Byłam bardzo zmęczona więc udałam się do sypialni na dole żeby się położyć. Na dole, ponieważ z tą nogą po schodach raczej nie wejdę. Jak na razie będę musiała spać tutaj... Ledwo zasnęłam, a obudził mnie dźwięk telefonu. Byłam wkurzona, bo nawet przespać się nie mogłam.
- Słucham? - powiedziałam jeszcze nieprzytomnie.
- No w końcu odebrałaś. Dzwoniłem chyba z 10 razy. - usłyszałam.
- Ciekawe kiedy. Chłopie jest 7 rano, a ty mi pobudkę robisz.
- 7?! Dziewczyno jest 15! Przez chwilę myślałam, że mnie wkręca. Uwierzyłam dopiero jak spojrzałam na zegarek.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałam napisać dłuższy, ale nie miałam zbytnio czasu więc dodaje krótki. mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe? Następny pojawi się na przełomie piątek/sobota. ;) Trochę mi przykro, że TYLKO 2 OSOBY czytają bloga, ale no trudno. Może z czasem będzie nas więcej. Mam taką nadzieję... ;)
- Co ci się stało w nogę?
- Złamana. To długa historia.
Zaczęłam mu ja opowiadać, w połowie mój ojczulek nie wytrzymał i wybuchł głośnym śmiechem. W sumie to się tego spodziewałam.
- No nic, to będę musiał zrezygnować z wyjazdu, echh. - powiedział po chwili.
- Jakiego wyjazdu?
- Mam wyjazd służbowy na miesiąc drugi koniec polski. No, ale będę musiał powiedzieć, że nie mogę jechać. Nie poradzisz sobie sama.
- Mam rozumieć, że to twoja szansa na awans, tak? Nie ma mowy żebyś z tego zrezygnował. Dam sobie radę. Zresztą Mateusz pewnie mi pomoże, tak? -zapytałam spoglądając w stronę chłopaka i jednocześnie taty.
- Jasne. - odpowiedział z uśmiechem.
- Nie ma mowy, nigdzie nie jadę. - wtrącił rodzic.
- Tato... Pojedziesz i koniec.
- No nie wiem, pomyślę nad tym. - odpowiedział a po chwili opuścił salon udając się do swojego gabinetu.
Kiedy Mateusz zaczął się zbierać do domu przypomniałam sobie, że miał mi coś powiedzieć. Ten jednak powiedział, że powie mi o tym jutro. Trochę się wkurzyłam, ale musiałam dać radę i wytrzymać do następnego dnia. Pod wieczór tato poinformował mnie, że jednak zostawi mnie, ale mam dzwonić do niego jak by się coś działo. Z naszej rozmowy dowiedziałam się, że ma jechać następnego dnia. Prze chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, bo miałam tylko kilka godzin żeby pomóc mu w przygotowaniach. Najpierw nie chciał żebym to robiła, ale po kilku minutach w końcu się zgodził. W ciągu dwóch godzin uwinęliśmy się z ubraniami. A w ciągu następnych trzech zrobiłam mu jedzenie na drogę. Od kiedy mama zginęła nauczyłam się gotować i piec różne dobre dania. Ze wszystkim wyrobiłam się do 23, więc nie było źle. Ojczulek wyjeżdżał o 9 więc rano miałam jeszcze chwilkę, żeby się z nim pożegnać.
* 7 godzin później *
- Tato, ładowarka! Zapomniałeś spakować. - krzyknęłam po czym doczołgałąm się do fotela i wsadziłam ją do torby.
Kiedyś łowy zapomni... Jeszcze nie wyjechał, a ja już zaczynam za nim tęsknić. Mam nadzieję, że ten miesiąc szybko minie.
- Nadia córeczko bardzo cię przepraszam, ale dostałem telefon i muszę wyjechać wcześniej... - usłyszałam po chwili.
- Jasne, jedź. - odpowiedziałam i mocno przytuliłam się to taty. Może na co dzień tego nie okazuję, ale bardzo go kocham. Mam tylko jego.. I oczywiście Mateusza i Nikolę, ale to już inna bajka...
- To ja będę szedł. - wypalił po kilku minutowej ciszy.
- Będę tęsknił. Trzymaj się mała.
- Ja też... - odpowiedziałam po czym powoli udałam się za nim i stałam w drzwiach dopóki auto firmowe nie zniknęło za zakrętem.
Byłam bardzo zmęczona więc udałam się do sypialni na dole żeby się położyć. Na dole, ponieważ z tą nogą po schodach raczej nie wejdę. Jak na razie będę musiała spać tutaj... Ledwo zasnęłam, a obudził mnie dźwięk telefonu. Byłam wkurzona, bo nawet przespać się nie mogłam.
- Słucham? - powiedziałam jeszcze nieprzytomnie.
- No w końcu odebrałaś. Dzwoniłem chyba z 10 razy. - usłyszałam.
- Ciekawe kiedy. Chłopie jest 7 rano, a ty mi pobudkę robisz.
- 7?! Dziewczyno jest 15! Przez chwilę myślałam, że mnie wkręca. Uwierzyłam dopiero jak spojrzałam na zegarek.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałam napisać dłuższy, ale nie miałam zbytnio czasu więc dodaje krótki. mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe? Następny pojawi się na przełomie piątek/sobota. ;) Trochę mi przykro, że TYLKO 2 OSOBY czytają bloga, ale no trudno. Może z czasem będzie nas więcej. Mam taką nadzieję... ;)
środa, 12 czerwca 2013
Rozdział 9
Zmęczona szybko udałam się do łazienki, a potem prosto do łóżka. Śniło mi się coś. Nie pamiętam co... Wiem, że było to coś miłego. Wstałam około 12. Ubrałam się szybko i wzięłam do ręki telefon. Zobaczyłam, że mam nie przeczytanego smsa. Już chciałam go odebrać kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. szybko pobiegłam otworzyć. To co zobaczyłam na chwilę wprawiło mnie w stan nie myślenia. W progu stał...
- Mateusz! Co ty tu robisz? Miałeś wrócić za tydzień.
- Napisałem ci smsa, że przyjeżdżam i wiesz... Spodziewałem się milszego powitania.
- Cieszę się, że cię widzę. Po prostu jestem zaskoczona. - powiedziałam z uśmiechem po czym przytuliłam chłopaka.
- Wejdź, co będziesz w progu stał. Chcesz herbatę, kawę, sok?
- A masz coś mocniejszego? - zapytał z głupim uśmiechem.
- Mam, ale nie dla ciebie. - pokazałam mu język.
- Wiesz, mam ci do opowiedzenia historię z wczoraj. Bo wiesz byłam na koncercie i...
- Wiem, wszystko wiem, że występowałaś. W telewizji o tobie mówią.
- Co?! - nie pomyślałam, że będzie z tego taka historia...
- Nic strasznego przecież. To jak zrobisz i coś do picia? Czy mam tu uschnąć?
Szybko udałam się do kuchni i nalałam do szklanki soku. Położyłam koło Matiego i wręcz kazałam mu pić.
- Wiesz co? Jednak odechciało mi się pić. Co powiesz na spacer?
Myślałam, że nie wiem co mu zrobię, ale postanowiłam być miłą i po chwili przechadzaliśmy się chodnikiem.
- Chciałbym Cu coś pokazać. - odezwał się po chwili milczenia.
- Co?
- Zobaczysz. - odpowiedział tajemniczo i pociągnął mnie w stronę parku.
Przez chwilę szliśmy główną aleją, ale zaraz Mateusz poprowadził mnie w zupełnie obcą mi stronę. Nagle wyciągnął z kieszeni jakąś chustkę i zawiązał mi oczy. Nic nie dały moje sprzeciwy. Wkurzało mnie, że nic nie wiedzę. Co chwila się o coś potykałam. Kiedy już miałam ściągnąć to dziadostwo z oczy Mati zrobił to za mnie.
- No, jesteśmy. - powiedział z uśmiechem.
- No wreszcie, myślałam... - nie zdążyłam dokończyć, bo krzywo stanęłam, a po chwili wylądowałam na ziemi.
- Nic ci nie jest? - mój towarzysz zapytał troskliwie, ale z uśmiechem na ustach.
- Nie! - wydarłam się na niego.
Zaczęłam się podnosić, ale po chwili z powrotem upadłam łapiąc się za kostkę. Z ust wymknęło mi się ciche " ałł ", które Mateusz niestety musiał usłyszeć.
- Na pewno nic ci nie jest?
- Nie, tak, to znaczy nie wiem...
- No chodź tu do mnie ty kaleko.
- Daruj sobie, sama dam radę. - powtórnie próbowałam wstać, ale tak jak poprzednio upadłam na ziemie.
Chłopak podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Nie zwracał uwagi na moje protesty.
- Idziemy do szpitala i koniec kropka. - powiedział po chwili.
Jak obiecał tak też zrobił. Całą drogę mnie niósł. Nie mogłam tego znieść. Uśmiechnęłam się dopiero jak zobaczyłam lekarza. Zaprowadził mnie do gabinetu po czym prześwietlił mi nogę. Tak jak myślałam była złamana. W pewnej chwili miałam ochotę się rozpłakać. Miałam tyle planów, a teraz będę musiała je przełożyć, bo musiałam tak niefortunnie stanąć. Byłam na siebie zła. Po założeniu gipsu jak najszybciej chciałam dostać się do domu. Ze zdenerwowania i złości zupełnie zapomniałam, że przyjaciel czeka na mnie na korytarzu. Miałam ochotę się na niego wydrzeć, ale doszłam do wniosku, że to bez sensu. Przecież to nie jego wina, że nie umiem chodzić. Byłam mu wdzięczna, że mi pomógł. Gdyby nie on pewnie nie byłabym jeszcze w szpitalu. Zapytałam go czy wpadnie do mnie jeszcze na chwilę, a ten się zgodził.
* 30 minut później *
- Zrobiłabym ci coś do picia, ale nie przyzwyczaiłam się jeszcze do gipsu. - powiedziałam po czym spojrzałam na moją nogę.
- I mam takie pytanie, dlaczego mnie tam zabrałeś? Mówiłeś, że chcesz coś mi pokazać i powiedzieć.
- Chciałem... - zaczął mówić kiedy oboje usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
WAŻNE! PRZECZYTAJ!
Przepraszam za dłuuugą nieobecność, ale nie miałam dostępu do komputera. Mam nadzieję, że chociaż
trochę podoba wam się ten rozdział. :) I mam taką prośbę, kto czyta to opowiadanie NIECH NAPISZE CHOCIAŻ KRÓTKI KOMENTARZ... Dla mnie naprawdę jest to bardzo ważne. Nie wiecie nawet jakie miłe uczucie towarzyszy mi kiedy zobaczę więcej niż jedną opinię. Nawet tą negatywną. Nie ma sensu, żebym pisała to tylko dla jednej osoby... Dlatego proszę was, kto czyta niech to skomentuje. Dla was to tylko kilka sekund, a dla mnie motywacja do dalszej twórczości. Będę zadowolona nawet ze zwykłego ;) w komentarzu. :))
- Mateusz! Co ty tu robisz? Miałeś wrócić za tydzień.
- Napisałem ci smsa, że przyjeżdżam i wiesz... Spodziewałem się milszego powitania.
- Cieszę się, że cię widzę. Po prostu jestem zaskoczona. - powiedziałam z uśmiechem po czym przytuliłam chłopaka.
- Wejdź, co będziesz w progu stał. Chcesz herbatę, kawę, sok?
- A masz coś mocniejszego? - zapytał z głupim uśmiechem.
- Mam, ale nie dla ciebie. - pokazałam mu język.
- Wiesz, mam ci do opowiedzenia historię z wczoraj. Bo wiesz byłam na koncercie i...
- Wiem, wszystko wiem, że występowałaś. W telewizji o tobie mówią.
- Co?! - nie pomyślałam, że będzie z tego taka historia...
- Nic strasznego przecież. To jak zrobisz i coś do picia? Czy mam tu uschnąć?
Szybko udałam się do kuchni i nalałam do szklanki soku. Położyłam koło Matiego i wręcz kazałam mu pić.
- Wiesz co? Jednak odechciało mi się pić. Co powiesz na spacer?
Myślałam, że nie wiem co mu zrobię, ale postanowiłam być miłą i po chwili przechadzaliśmy się chodnikiem.
- Chciałbym Cu coś pokazać. - odezwał się po chwili milczenia.
- Co?
- Zobaczysz. - odpowiedział tajemniczo i pociągnął mnie w stronę parku.
Przez chwilę szliśmy główną aleją, ale zaraz Mateusz poprowadził mnie w zupełnie obcą mi stronę. Nagle wyciągnął z kieszeni jakąś chustkę i zawiązał mi oczy. Nic nie dały moje sprzeciwy. Wkurzało mnie, że nic nie wiedzę. Co chwila się o coś potykałam. Kiedy już miałam ściągnąć to dziadostwo z oczy Mati zrobił to za mnie.
- No, jesteśmy. - powiedział z uśmiechem.
- No wreszcie, myślałam... - nie zdążyłam dokończyć, bo krzywo stanęłam, a po chwili wylądowałam na ziemi.
- Nic ci nie jest? - mój towarzysz zapytał troskliwie, ale z uśmiechem na ustach.
- Nie! - wydarłam się na niego.
Zaczęłam się podnosić, ale po chwili z powrotem upadłam łapiąc się za kostkę. Z ust wymknęło mi się ciche " ałł ", które Mateusz niestety musiał usłyszeć.
- Na pewno nic ci nie jest?
- Nie, tak, to znaczy nie wiem...
- No chodź tu do mnie ty kaleko.
- Daruj sobie, sama dam radę. - powtórnie próbowałam wstać, ale tak jak poprzednio upadłam na ziemie.
Chłopak podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Nie zwracał uwagi na moje protesty.
- Idziemy do szpitala i koniec kropka. - powiedział po chwili.
Jak obiecał tak też zrobił. Całą drogę mnie niósł. Nie mogłam tego znieść. Uśmiechnęłam się dopiero jak zobaczyłam lekarza. Zaprowadził mnie do gabinetu po czym prześwietlił mi nogę. Tak jak myślałam była złamana. W pewnej chwili miałam ochotę się rozpłakać. Miałam tyle planów, a teraz będę musiała je przełożyć, bo musiałam tak niefortunnie stanąć. Byłam na siebie zła. Po założeniu gipsu jak najszybciej chciałam dostać się do domu. Ze zdenerwowania i złości zupełnie zapomniałam, że przyjaciel czeka na mnie na korytarzu. Miałam ochotę się na niego wydrzeć, ale doszłam do wniosku, że to bez sensu. Przecież to nie jego wina, że nie umiem chodzić. Byłam mu wdzięczna, że mi pomógł. Gdyby nie on pewnie nie byłabym jeszcze w szpitalu. Zapytałam go czy wpadnie do mnie jeszcze na chwilę, a ten się zgodził.
* 30 minut później *
- Zrobiłabym ci coś do picia, ale nie przyzwyczaiłam się jeszcze do gipsu. - powiedziałam po czym spojrzałam na moją nogę.
- I mam takie pytanie, dlaczego mnie tam zabrałeś? Mówiłeś, że chcesz coś mi pokazać i powiedzieć.
- Chciałem... - zaczął mówić kiedy oboje usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
WAŻNE! PRZECZYTAJ!
Przepraszam za dłuuugą nieobecność, ale nie miałam dostępu do komputera. Mam nadzieję, że chociaż
trochę podoba wam się ten rozdział. :) I mam taką prośbę, kto czyta to opowiadanie NIECH NAPISZE CHOCIAŻ KRÓTKI KOMENTARZ... Dla mnie naprawdę jest to bardzo ważne. Nie wiecie nawet jakie miłe uczucie towarzyszy mi kiedy zobaczę więcej niż jedną opinię. Nawet tą negatywną. Nie ma sensu, żebym pisała to tylko dla jednej osoby... Dlatego proszę was, kto czyta niech to skomentuje. Dla was to tylko kilka sekund, a dla mnie motywacja do dalszej twórczości. Będę zadowolona nawet ze zwykłego ;) w komentarzu. :))
czwartek, 30 maja 2013
Rozdział 8
Siedziałam w domu i nie wiedziałam co mam robić. Nikola była czymś zajęta więc nie miałyśmy jak się spotkać. Taty nie było w domu. W sumie to nawet przyzwyczaiłam się, że rzadko kiedy go widzę. W pewnej chwili zadzwonił telefon. Szybko podbiegłam, żeby go odebrać, ale jak zwykle nie zdążyłam. Na szczęście ten ktoś zadzwonił po raz drugi.
- Słucham? - powiedziałam szybko.
- Cześć Nadia, sprawę mam.
- Co się stało?
- Bo wiesz, ostatnio mało kiedy się widzimy, a teraz jest okazja, żeby się spotkać. Co ty na to? - zapytał mój rozmówca.
- Jasne, okej tylko... No ja nie wiem z kim rozmawiam...
- A sorki! Dominik, chyba mnie nie zapomniałaś?
- Nie no co ty? Po prostu nie miałam zapisanego numeru. A gdzie chcesz się spotkać? I kiedy?
- A jest taka akcja. Koncert Grubsona. Wiem, że go kiedyś słuchałaś i pomyślałem że...
- Czekaj czekaj, chcesz powiedzieć, że zapraszasz mnie na koncert Tomka?
- No tak, ale jeśli nie chcesz to ja nie będę ci zawracał głowy.
- Wiesz, że to jest najlepsza propozycja którą dostałam w ciągu ostatniego miesiąca?
- Czyli, że się zgadzasz? Super! To ja będę po ciebie o 19.
Ucieszyłam się, bo miałam plany na wieczór i w końcu zobaczę jednego z moich idoli. Spojrzałam na zegarek, dochodziła 13. Postanowiłam Zrobić sobie coś do jedzenia. Przez chwilę zastanawiałam się co, ale w końcu padło na naleśniki. Wyciągnęłam z lodówki mleko i jajka, a z szafki mąkę i inne potrzebne składniki. Pół godziny później placki miałam już gotowe. Szybko je zjadłam i postanowiłam wyjść na miasto. Chodziłam tak bez celu. W pewnym momencie zobaczyłam plakat z informacją o koncercie Grubsona. Podeszłam bliżej żeby dowiedzieć się gdzie dokładnie się odbędzie. Po odczytaniu udałam się w stronę domu, żeby trochę się przyszykować. Ubrałam się w niebieskie rurki i fioletową bluzę. Rzęsy lekko maznęłam tuszem a usta błyszczykiem. W stercie ciuchów znalazłam jeszcze czarno - niebieskiego full capa i byłam gotowa do wyjścia. Była 18:30 więc miałam jeszcze pól godziny do przyjścia Dominika.
- Słucham? - powiedziałam szybko.
- Cześć Nadia, sprawę mam.
- Co się stało?
- Bo wiesz, ostatnio mało kiedy się widzimy, a teraz jest okazja, żeby się spotkać. Co ty na to? - zapytał mój rozmówca.
- Jasne, okej tylko... No ja nie wiem z kim rozmawiam...
- A sorki! Dominik, chyba mnie nie zapomniałaś?
- Nie no co ty? Po prostu nie miałam zapisanego numeru. A gdzie chcesz się spotkać? I kiedy?
- A jest taka akcja. Koncert Grubsona. Wiem, że go kiedyś słuchałaś i pomyślałem że...
- Czekaj czekaj, chcesz powiedzieć, że zapraszasz mnie na koncert Tomka?
- No tak, ale jeśli nie chcesz to ja nie będę ci zawracał głowy.
- Wiesz, że to jest najlepsza propozycja którą dostałam w ciągu ostatniego miesiąca?
- Czyli, że się zgadzasz? Super! To ja będę po ciebie o 19.
Ucieszyłam się, bo miałam plany na wieczór i w końcu zobaczę jednego z moich idoli. Spojrzałam na zegarek, dochodziła 13. Postanowiłam Zrobić sobie coś do jedzenia. Przez chwilę zastanawiałam się co, ale w końcu padło na naleśniki. Wyciągnęłam z lodówki mleko i jajka, a z szafki mąkę i inne potrzebne składniki. Pół godziny później placki miałam już gotowe. Szybko je zjadłam i postanowiłam wyjść na miasto. Chodziłam tak bez celu. W pewnym momencie zobaczyłam plakat z informacją o koncercie Grubsona. Podeszłam bliżej żeby dowiedzieć się gdzie dokładnie się odbędzie. Po odczytaniu udałam się w stronę domu, żeby trochę się przyszykować. Ubrałam się w niebieskie rurki i fioletową bluzę. Rzęsy lekko maznęłam tuszem a usta błyszczykiem. W stercie ciuchów znalazłam jeszcze czarno - niebieskiego full capa i byłam gotowa do wyjścia. Była 18:30 więc miałam jeszcze pól godziny do przyjścia Dominika.
***
Przed sceną było mnóstwo ludzi. Chciałam podejść trochę bliżej, ale nie miałam jak tak się dostać. Wszyscy się przepychali i zachowywali jakby wyszli z puszczy. W końcu się poddałam i stanęłam obok nich wszystkich. Po niedługim czekaniu na scenie pojawił się gościu od zapowiedzi, a zaraz po nim wszyscy zobaczyliśmy Tomka. Mówił coś do wszystkich, ale pisk dziewczyn stojących pod sceną wszystko zagłuszał. Pierwszy kawałek, który usłyszeliśmy to było : " Na szczycie ". Potem już jakoś się potoczyło. Pod koniec występu okazało się, że został rozstrzygnięty jakiś konkurs czy coś. Zbytnio nie zwracałam na to uwagi, ponieważ nigdy nic nie wygrałam więc i tym razem nie miałam na to szans.
- Wyciągnij swój bilet, może wygrasz. - krzyknął Dominik.
Nie chciałam tego robić, bo co mi to da? No, ale dla świętego spokoju sprawdziłam, a po chwili usłyszałam słowa:
- Na scenę zapraszamy osobę, która posiada bilet z numerem... 87!
Zaczęłam bić brawo temu komuś.
- Nadia! Ty Ty! WYGRAŁAŚ! Idź na scenę. - mój towarzysz darł się jak głupi.
Przez chwilę nie wiedziałam o co mu chodzi, ale po chwili zorientowałam się, że bilet z takim numerem trzymam w ręce. Oszołomiona udałam się na scenę.
Zostałam poproszona o przedstawienie się. Grusbon podszedł do mnie i zapytał czy chciałabym coś zaśpiewać. Trochę się wstydziłam, ale krótkim namyśleniu się powiedziałam mu, że chciałabym zarapować swój kawałek. Taka okazja mogła się już nie powtórzyć, a przecież zawsze chciałam zostać raperką. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam przedstawiać swój tekst. Pod koniec usłyszałam głośne oklaski. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nigdy się ta, nie czułam. Nie da się opisać szczęścia i radości jaka panowała w moim sercu. Byłam wdzięczna Dominikowi, że zabrał mnie ze sobą, ale żałowałam także, że Mateusza tu ze mną nie było. W końcu gdyby nie on nawet nie zaczęłabym swojej przygody z rapem. No, ale opowiem mu wszystko jak wróci...
Po występie Tomek zaprosił mnie za kulisy. Powiedział, że mam wielki talent i zapytał czy chciałabym go jakoś wykorzystać, Odpowiedziałam mu, że tak, a ten dał mi swój numer telefonu! mówiąc, żebym dzwoniła jak będę czegoś potrzebowała.
Po wszystkim razem z Dominikiem udałam się do domu.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak wiem, że nudny, że krótki i tak dalej... Ale tak jak mówiłam: nie umiem pisać długich rozdziałów. Mam nadzieję, że się wam spodoba ;) Dziękuję za 3 miłe komentarze! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)