piątek, 12 lipca 2013

WAŻNE!!!

Nie wiem po co piszę tego bloga. Najlepiej jakbym go usunęła. Bez sensu, że czytają go 2 osoby. Jedna z tych dwóch jest moją przyjaciółką, także wiadomo, że będzie go czytała. Dla jednej osoby nie warto. Serio tylko 2 osoby go czytają? Naprawdę dzięki 2 osobom mam tyle wyświetleń? Jakoś w to nie wierzę. Także jeżeli chcecie żebym kontynuowała tego bloga i dodała następny rozdział POD TYM WPISEM MUSI BYĆ MINIMUM 6 KOMENTARZY! Jak będzie to dodam następny, a jak nie to trudno... 
Pozdro!

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 11

To nie możliwe żebym tyle spała. Wydaje mi się, że dopiero się położyłam...
- Ee, jesteś tam? - z rozmyśleń wyrwał mnie Mateusz.
- Jestem, jestem. Co mówiłeś?
- Pytałem czy mam do ciebie wpaść?
- Jak ci się chce to wpadaj.
                                                                             ***
Po całym domu roznosił się zapach naleśników. Mój, że tak powiem " opiekun " wymyślił, że ugotuje mi obiad, a że za bardzo tego nie umie robić to usmażył naleśniki. Oczywiście z moją pomocą. Nie powiem, że były złe, bo były dobre. Nawet bardzo. Tylko za dużo bitej śmietany. No, ale da się przeżyć. Zasiedzieliśmy się tak, że nawet nie wiem kiedy minęły 4 godziny. Dobrze się bawiliśmy i dlatego. Przypomniałam sobie, że o 19 miał zadzwonić tato więc poprosiłam Mateusza, żeby przyniósł mi telefon, który zostawiłam w łazience.
- Co mi zrobisz jak powiem, że go tutaj nie ma? - zapytał po chwili.
- Jak nie ma? Przecież go tam zostawiłam, a przynajmniej tak mi się wydaje.
- To chyba źle ci się wydaje. Jesteś pewna, że jest tutaj? Poszukaj koło siebie.
Nie chciałam wyjść na idiotkę więc upierałam się przy swoim zdaniu, ale tak jak powiedział telefon rzeczywiście leżał koło mnie.
- Zakochana? - zapytał z uśmiechem.
- Może...
- Oo, a w kim?
- Powiedziałam, że może! A teraz się zatkaj, bo mój tato dzwoni.
Od ojca dowiedziałam się tyle co nic. Powiedział tylko, że jeszcze jadą, że nie może rozmawiać i że zadzwoni jak będą na miejscu. Trochę się wkurzyłam, ale po chwili mi przeszło, bo uświadomiłam sobie, że odkąd wyjechał ani razu o nim nie pomyślałam. W sumie to teraz też nie za bardzo miałam na to ochotę.
Kiedy Mateusz poszedł do domu postanowiłam się położyć, bo byłam bardzo zmęczona. Ślimaczym tempem udałam się do pokoju obok i od razu walnęłam się na łóżko. Nawet nie chciało mi się wykąpać.
* Następnego dnia *
Wstałam około 12. W lodówce nie było nic do jedzenia więc postanowiłam udać się do sklepu. Nie miałam daleko więc z kulami dałabym radę, a reklamówkę z zakupami jakoś zawieszę. Wyszłam z domu i przeszłam na drugą stronę ulicy. W oddali załważyłam Mateusza z jakąś dziewczyną. Całowali się. Momentalnie w oczach pojawiły mi się łzy. Nie wiem dlaczego... Nie miałam prawa płakać, przecież nic mi nie obiecywał, a jednak zrobiło mi się przykro. Powinnam się cieszyć, że pewnie jest szczęśliwy, a nie beczeć jak durna... Przecież on nawet nie wie, że GO KOCHAM. Nie chciałam żeby mnie zauważył więc najszybciej jak potrafiłam doszłam do domu. Jednak nie udało mi się przejść nie zauważalnie. Chłopak spojrzał na mnie i zaczął biec w moją stronę. Na szczęście byłam już przy drzwiach i mnie nie dogonił. Szybko je zatrzasnęłam i przekręciłam klucz w zamku.
- Nadia otwórz! Wytłumaczę ci wszystko.
- Nie chcę tego słuchać. Nie jesteśmy razem więc nie masz co mi tłumaczyć. Idź stąd!
- Nadia, proszę...
- Nie! Idź i nie przychodź tu więcej. Nie dzwoń, nie pisz. Idź! - powiedziałam te słowa i udałam się do sąsiedniego pokoju. Nie powinnam tak reagować. Może się umawiać z kim chce. Mi nic do tego. Był moment kiedy nawet chciałam do niego zadzwonić i przeprosić, ale jednak z tego zrezygnowałam.

* Kilka dni później *

Od kilku dni się z nim nie kontaktuje. Nie pisał sms-y, dzwonił, w sumie to nie mam ochoty z nim gadać. Z tego co wiem to u taty wszystko w porządku więc nie mam się czym martwić. Siedziałam na kanapie i oglądałam telewizje kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Powoli ruszyłam w ich stronę. Gdy tylko je otworzyłam od razu chciałam zamknąć, ale ten ktoś przytrzymał je tak mocno, że w końcu odpuściłam i wpuściłam go do domu.
- Dasz mi wszystko wytłumaczyć?
- Skoro już to jesteś... Nie musisz się tłumaczyć, przecież nic nie zrobiłeś. To i tak nie moja sprawa.,
- To nie tak jak myślisz. Ja jej nie całowałem. To ona rzuciła się na mnie. Kiedy ty to zobaczyłaś to akurat się od niej uwolniłem. Przepraszam.
- Za co? Powtarzam ci kolejny raz, że nie musisz się tłumaczyć. Nie jesteśmy razem i nie mam o to do ciebie żalu.
- Masz, masz. - powiedział z uśmiechem.
- Nie mam i daj już spokój.          
- Ty po prostu byłaś i jesteś zazdrosna.
- Słucham?
- Nie mów już tyle, ok?
- Co masz na myśli?
- To. - powiedział po czym niespodziewanie mnie pocałował.
Byłam tym zaskoczona, ale bardzo mi się to podobało. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam kiedy się pd siebie oderwaliśmy.
- Nie wiesz?
- Nie... Powiesz mi?
- Bo cię kocham. Od dłuższego czasu jesteś dla mnie najważniejsza...


----------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobra, wiem miał być na przełomie piątek/sobota, ale kompletnie nie miałam do tego głowy ;/ mam nadzieję, że ten rozdział chociaż trochę się wam podoba. ;)


sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 10

Tak jak myślałam do domu wszedł tato. Popatrzył na mnie przez chwilę po czym zapytał:
- Co ci się stało w nogę?
- Złamana. To długa historia.
Zaczęłam mu ja opowiadać, w połowie mój ojczulek nie wytrzymał i wybuchł głośnym śmiechem. W sumie to się tego spodziewałam.
- No nic, to będę musiał zrezygnować z wyjazdu, echh. - powiedział po chwili.
- Jakiego wyjazdu?
- Mam wyjazd służbowy na miesiąc drugi koniec polski. No, ale będę musiał powiedzieć, że nie mogę jechać. Nie poradzisz sobie sama.
- Mam rozumieć, że to twoja szansa na awans, tak? Nie ma mowy żebyś z tego zrezygnował. Dam sobie radę. Zresztą Mateusz pewnie mi pomoże, tak? -zapytałam spoglądając w stronę chłopaka i jednocześnie taty.
- Jasne. - odpowiedział z uśmiechem.
- Nie ma mowy, nigdzie nie jadę. - wtrącił rodzic.
- Tato... Pojedziesz i koniec.
- No nie wiem, pomyślę nad tym. - odpowiedział a po chwili opuścił salon udając się do swojego gabinetu.
Kiedy Mateusz zaczął się zbierać do domu przypomniałam sobie, że miał mi coś powiedzieć. Ten jednak powiedział, że powie mi o tym jutro. Trochę się wkurzyłam, ale musiałam dać radę i wytrzymać do następnego dnia. Pod wieczór tato poinformował mnie, że jednak zostawi mnie, ale mam dzwonić do niego jak by się coś działo. Z naszej rozmowy dowiedziałam się, że ma jechać następnego dnia. Prze chwilę nie wiedziałam co powiedzieć, bo miałam tylko kilka godzin żeby pomóc mu w przygotowaniach. Najpierw nie chciał żebym to robiła, ale po kilku minutach w końcu się zgodził. W ciągu dwóch godzin uwinęliśmy się z ubraniami. A w ciągu następnych trzech zrobiłam mu jedzenie na drogę. Od kiedy mama zginęła nauczyłam się gotować i piec różne dobre dania. Ze wszystkim wyrobiłam się do 23, więc nie było źle. Ojczulek wyjeżdżał o 9 więc rano miałam jeszcze chwilkę, żeby się z nim pożegnać.

* 7 godzin później *
- Tato, ładowarka! Zapomniałeś spakować. - krzyknęłam po czym doczołgałąm się do fotela i wsadziłam ją do torby.
Kiedyś łowy zapomni... Jeszcze nie wyjechał, a ja już zaczynam za nim tęsknić. Mam nadzieję, że ten miesiąc szybko minie.
- Nadia córeczko bardzo cię przepraszam, ale dostałem telefon i muszę wyjechać wcześniej... - usłyszałam po chwili.
- Jasne, jedź. - odpowiedziałam i mocno przytuliłam się to taty. Może na co dzień tego nie okazuję, ale bardzo go kocham. Mam tylko jego.. I oczywiście Mateusza i Nikolę, ale to już inna bajka...
- To ja będę szedł. - wypalił po kilku minutowej ciszy.
- Będę tęsknił. Trzymaj się mała.
- Ja też... - odpowiedziałam po czym powoli udałam się za nim i stałam w drzwiach dopóki auto firmowe nie zniknęło za zakrętem.
Byłam bardzo zmęczona więc udałam się do sypialni na dole żeby się położyć. Na dole, ponieważ z tą nogą po schodach raczej nie wejdę. Jak na razie będę musiała spać tutaj... Ledwo zasnęłam, a obudził mnie dźwięk telefonu. Byłam wkurzona, bo nawet przespać się nie mogłam.
- Słucham? - powiedziałam jeszcze nieprzytomnie.
- No w końcu odebrałaś. Dzwoniłem chyba z 10 razy. - usłyszałam.
- Ciekawe kiedy. Chłopie jest 7 rano, a ty mi pobudkę robisz.
- 7?! Dziewczyno jest 15! Przez chwilę myślałam, że mnie wkręca. Uwierzyłam dopiero jak spojrzałam na zegarek.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Chciałam napisać dłuższy, ale nie miałam zbytnio czasu więc dodaje krótki. mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe? Następny pojawi się na przełomie piątek/sobota. ;) Trochę mi przykro, że TYLKO 2 OSOBY czytają bloga, ale no trudno. Może z czasem będzie nas więcej. Mam taką nadzieję... ;)

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 9

Zmęczona szybko udałam się do łazienki, a potem prosto do łóżka. Śniło mi się coś. Nie pamiętam co... Wiem, że było to coś miłego. Wstałam około 12. Ubrałam się szybko i wzięłam do ręki telefon. Zobaczyłam, że mam nie przeczytanego smsa. Już chciałam go odebrać kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. szybko pobiegłam otworzyć. To co zobaczyłam na chwilę wprawiło mnie w stan nie myślenia. W progu stał...
- Mateusz! Co ty tu robisz? Miałeś wrócić za tydzień.
- Napisałem ci smsa, że przyjeżdżam i wiesz... Spodziewałem się milszego powitania.
- Cieszę się, że cię widzę. Po prostu jestem zaskoczona. - powiedziałam z uśmiechem po czym przytuliłam chłopaka.
- Wejdź, co będziesz w progu stał. Chcesz herbatę, kawę, sok?
- A masz coś mocniejszego? - zapytał z głupim uśmiechem.
- Mam, ale nie dla ciebie. - pokazałam mu język.
- Wiesz, mam ci do opowiedzenia historię z wczoraj. Bo wiesz byłam na koncercie i...
- Wiem, wszystko wiem, że występowałaś. W telewizji o tobie mówią.
- Co?! - nie pomyślałam, że będzie z tego taka historia...
- Nic strasznego przecież. To jak zrobisz i coś do picia? Czy mam tu uschnąć?
Szybko udałam się do kuchni i nalałam do szklanki soku. Położyłam koło Matiego i wręcz kazałam mu pić.
- Wiesz co? Jednak odechciało mi się pić. Co powiesz na spacer?
Myślałam, że nie wiem co mu zrobię, ale postanowiłam być miłą i po chwili przechadzaliśmy się chodnikiem.
- Chciałbym Cu coś pokazać. - odezwał się po chwili milczenia.
- Co?
- Zobaczysz. - odpowiedział tajemniczo i pociągnął mnie w stronę parku.
Przez chwilę szliśmy główną aleją, ale zaraz Mateusz poprowadził mnie w zupełnie obcą mi stronę. Nagle wyciągnął z kieszeni jakąś chustkę i zawiązał mi oczy. Nic nie dały moje sprzeciwy. Wkurzało mnie, że nic nie wiedzę. Co chwila się o coś potykałam. Kiedy już miałam ściągnąć to dziadostwo z oczy Mati zrobił to za mnie.
- No, jesteśmy. - powiedział z uśmiechem.
- No wreszcie, myślałam... - nie zdążyłam dokończyć, bo krzywo stanęłam, a po chwili wylądowałam na ziemi.
- Nic ci nie jest? - mój towarzysz zapytał troskliwie, ale z uśmiechem na ustach.
- Nie! - wydarłam się na niego.
Zaczęłam się podnosić, ale po chwili z powrotem upadłam łapiąc się za kostkę. Z ust wymknęło mi się ciche " ałł ", które Mateusz niestety musiał usłyszeć.
- Na pewno nic ci nie jest?
- Nie, tak, to znaczy nie wiem...
- No chodź tu do mnie ty kaleko.
- Daruj sobie, sama dam radę. - powtórnie próbowałam wstać, ale tak jak poprzednio upadłam na ziemie.
Chłopak podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Nie zwracał uwagi na moje protesty.
- Idziemy do szpitala i koniec kropka. - powiedział po chwili.
Jak obiecał tak też zrobił. Całą drogę mnie niósł. Nie mogłam tego znieść. Uśmiechnęłam się dopiero jak zobaczyłam lekarza. Zaprowadził mnie do gabinetu po czym prześwietlił mi nogę. Tak jak myślałam była złamana. W pewnej chwili miałam ochotę się rozpłakać. Miałam tyle planów, a teraz będę musiała je przełożyć, bo musiałam tak niefortunnie stanąć. Byłam na siebie zła. Po założeniu gipsu jak najszybciej chciałam dostać się do domu. Ze zdenerwowania i złości zupełnie zapomniałam, że przyjaciel czeka na mnie na korytarzu. Miałam ochotę się na niego wydrzeć, ale doszłam do wniosku, że to bez sensu. Przecież to nie jego wina, że nie umiem chodzić. Byłam mu wdzięczna, że mi pomógł. Gdyby nie on pewnie nie byłabym jeszcze w szpitalu. Zapytałam go czy wpadnie do mnie jeszcze na chwilę, a ten się zgodził.
* 30 minut później *
- Zrobiłabym ci coś do picia, ale nie przyzwyczaiłam się jeszcze do gipsu. - powiedziałam po czym spojrzałam na moją nogę.
- I mam takie pytanie, dlaczego mnie tam zabrałeś? Mówiłeś, że chcesz coś mi pokazać i powiedzieć.
- Chciałem... - zaczął mówić kiedy oboje usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                        WAŻNE! PRZECZYTAJ!
Przepraszam za dłuuugą nieobecność, ale nie miałam dostępu do komputera. Mam nadzieję, że chociaż
trochę podoba wam się ten rozdział. :) I mam taką prośbę, kto czyta to opowiadanie NIECH NAPISZE CHOCIAŻ KRÓTKI KOMENTARZ... Dla mnie naprawdę jest to bardzo ważne. Nie wiecie nawet jakie miłe uczucie towarzyszy mi kiedy zobaczę więcej niż jedną opinię. Nawet tą negatywną. Nie ma sensu, żebym pisała to tylko dla jednej osoby... Dlatego proszę was, kto czyta niech to skomentuje. Dla was to tylko kilka sekund, a dla mnie motywacja do dalszej twórczości. Będę zadowolona nawet ze zwykłego ;) w komentarzu. :))



czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 8

Siedziałam w domu i nie wiedziałam co mam robić. Nikola była czymś zajęta więc nie miałyśmy jak się spotkać. Taty nie było w domu. W sumie to nawet przyzwyczaiłam się, że rzadko kiedy go widzę.  W pewnej chwili zadzwonił telefon. Szybko podbiegłam, żeby go odebrać, ale jak zwykle nie zdążyłam. Na szczęście ten ktoś zadzwonił po raz drugi.
- Słucham? - powiedziałam szybko.
- Cześć Nadia, sprawę mam.
- Co się stało?
- Bo wiesz, ostatnio mało kiedy się widzimy, a teraz jest okazja, żeby się spotkać. Co ty na to? - zapytał mój rozmówca.
- Jasne, okej tylko... No ja nie wiem z kim rozmawiam...
- A sorki! Dominik, chyba mnie nie zapomniałaś?
- Nie no co ty? Po prostu nie miałam zapisanego numeru. A gdzie chcesz się spotkać? I kiedy?
- A jest taka akcja. Koncert Grubsona. Wiem, że go kiedyś słuchałaś i pomyślałem że...
- Czekaj czekaj, chcesz powiedzieć, że zapraszasz mnie na koncert Tomka?
- No tak, ale jeśli nie chcesz to ja nie będę ci zawracał głowy.
- Wiesz, że to jest najlepsza propozycja którą dostałam w ciągu ostatniego miesiąca?
- Czyli, że się zgadzasz? Super! To ja będę po ciebie o 19.
Ucieszyłam się, bo miałam plany na wieczór i w końcu zobaczę jednego z moich idoli. Spojrzałam na zegarek, dochodziła 13. Postanowiłam Zrobić sobie coś do jedzenia. Przez chwilę zastanawiałam się co, ale w końcu padło na  naleśniki. Wyciągnęłam z lodówki mleko i jajka, a z szafki mąkę i inne potrzebne składniki. Pół godziny później placki miałam już gotowe. Szybko je zjadłam i postanowiłam wyjść na miasto.  Chodziłam tak bez celu. W pewnym momencie zobaczyłam plakat z informacją o koncercie Grubsona. Podeszłam bliżej żeby dowiedzieć się gdzie dokładnie się odbędzie. Po odczytaniu udałam się w stronę domu, żeby trochę się przyszykować. Ubrałam się w niebieskie rurki i fioletową bluzę. Rzęsy lekko maznęłam tuszem a usta błyszczykiem. W stercie ciuchów znalazłam jeszcze czarno - niebieskiego full capa i byłam gotowa do wyjścia. Była 18:30 więc miałam jeszcze pól godziny do przyjścia Dominika. 
                                                                            ***
Przed sceną było mnóstwo ludzi. Chciałam podejść trochę bliżej, ale nie miałam jak tak się dostać. Wszyscy się przepychali i zachowywali jakby wyszli z puszczy. W końcu się poddałam i stanęłam obok nich wszystkich. Po niedługim czekaniu na scenie pojawił się gościu od zapowiedzi, a zaraz po nim wszyscy zobaczyliśmy Tomka. Mówił coś do wszystkich, ale pisk dziewczyn stojących pod sceną wszystko zagłuszał. Pierwszy kawałek, który usłyszeliśmy to było : " Na szczycie ". Potem już jakoś się potoczyło. Pod koniec występu okazało się, że został rozstrzygnięty jakiś konkurs czy coś. Zbytnio nie zwracałam na to uwagi, ponieważ nigdy nic nie wygrałam więc i tym razem nie miałam na to szans. 
- Wyciągnij swój bilet, może wygrasz. - krzyknął Dominik. 
Nie chciałam tego robić, bo co mi to da? No, ale dla świętego spokoju sprawdziłam, a po chwili usłyszałam słowa:
- Na scenę zapraszamy osobę, która posiada bilet z numerem... 87!
Zaczęłam bić brawo temu komuś.
- Nadia! Ty Ty! WYGRAŁAŚ! Idź na scenę. - mój towarzysz darł się jak głupi.
Przez chwilę nie wiedziałam o co mu chodzi, ale po chwili zorientowałam się, że bilet z takim numerem trzymam w ręce. Oszołomiona udałam się na scenę. 
Zostałam poproszona o przedstawienie się. Grusbon podszedł do mnie i zapytał czy chciałabym coś zaśpiewać. Trochę się wstydziłam, ale krótkim namyśleniu się powiedziałam mu, że chciałabym zarapować swój kawałek. Taka okazja mogła się już nie powtórzyć, a przecież zawsze chciałam zostać raperką. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam przedstawiać swój tekst. Pod koniec usłyszałam głośne oklaski. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nigdy się ta, nie czułam. Nie da się opisać szczęścia i radości jaka panowała w moim sercu. Byłam wdzięczna Dominikowi, że zabrał mnie ze sobą, ale żałowałam także, że Mateusza tu ze mną nie było. W końcu gdyby nie on nawet nie zaczęłabym swojej przygody z rapem. No, ale opowiem mu wszystko jak wróci...
Po występie Tomek zaprosił mnie za kulisy. Powiedział, że mam wielki talent i zapytał czy chciałabym go jakoś wykorzystać, Odpowiedziałam mu, że tak, a ten dał mi swój numer telefonu! mówiąc, żebym dzwoniła jak będę czegoś potrzebowała.
Po wszystkim razem z Dominikiem udałam się do domu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak wiem, że nudny, że krótki i tak dalej... Ale tak jak mówiłam: nie umiem pisać długich rozdziałów. Mam nadzieję, że się wam spodoba ;) Dziękuję za 3 miłe komentarze! :)

środa, 22 maja 2013

Rozdział 7

* Tydzień później *
Jestem tu już tydzień, a może więcej? Nie wiem, straciłam rachubę czasu. Nie mam już siły... Dalej nie wiem dlaczego mnie porwali i chyba się już nie dowiem. Całe dnie siedzę i zastanawiam się czy kiedykolwiek mnie wypuszczą? Szczerze? Straciłam już nadzieję. Kolejny dzień mija... Nawet nie wiem która jej godzina. W pewnym momencie usłyszałam zgrzyt w drzwiach, a po chwili do pomieszczenia wszedł jeden z gości, którzy mnie tu więzią. 
- No jak maleńka? Jesteś głodna? A może czegoś potrzebujesz? - zapytał " troskliwie ".
- Chcę stąd wyjść, albo przynajmniej dowiedzieć się dlaczego tutaj jestem?
- No dobrze, powiem ci. Nie myśl, że jesteśmy jakimiś pedofilami czy coś. Szef dał nam zlecenie, że mamy cię tutaj zamknąć. W sumie to nic więcej nie wiem.  Wydajesz się sympatyczna, jak masz na imię? Bo nawet nie wiem.
- Nadia jestem. Szef? Jak się nazywa?
- Nie powiem ci, bo nie wiem. To moja dorywcza robota. Kumple z osiedla podrzucili mi tą pracę. Potrzebuję kasy na studia. W domu mi się nie przelewa. - odpowiedział mój rozmówca. Rzeczywiście wyglądał ma młodego i sympatycznego.
- Ehm, a mógłbyś mi jakoś pomóc? Tato pewnie się o mnie martwi... To znaczy chciałam zapytać czy...
- Czy pożyczę ci telefon? Jasne! Nie wiem dlaczego, ale cię polubiłem. Tak wogule to jestem Natan. - przedstawił się.
- Tylko wiesz, konto mam zablokowane... - W tej chwili przypomniałam sobie, że przecież w kurtce, której mi nie przeszukali, zawsze noszę zapasową kartę sim. Nie wiem dlaczego, taki nawyk. W końcu mi się na coś przyda. 
Chłopak szybko podał mi telefon, zmieniłam kartę i wykręciłam numer do... Mateusza. Nie chciałam dzwonić do taty.
* Oczami Mateusza *
Siedziałem na łóżku i zastanawiałem się nad wszystkim co wydarzyło się w ciągu ostatnich tygodni kiedy usłyszałem telefon. Wyświetlił mi się nieznajomy numer. Po chwili wahania się odebrałem.
- Tak słucham?
- Mateusz?! Nawet nie wiesz jak dobrze cię słyszeć. Z tej strony Nadia. Słuchaj dzwonię, żeby powiedzieć ci, ze nic mi nie jest. dzwonię z telefonu jednego z porywaczy. On jest inny niż tamci. Pomaga mi. Słuchaj, pomóż mi się stąd wydostać. - rozgadała się nie dając mi dojść do słowa.
- Gdzie ty jesteś?! Zaraz po ciebie przyjadę. 
- Sama nie wiem, czekaj... Jestem w komórce na działkach. Adres zaraz ci prześlę sms-em. Muszę kończyć.  Cześć. - po chwili już nikogo nie było po drugiej stronie. 
Ciszyłem się jak dziecko czekając ja jakąkolwiek wiadomość z adresem. 10 minut później już znałem adres. 
* Oczami Nadii * 
Byłam wdzięczna Natanowi, że pożyczył mi telefon. Gdyby nie to nie wiem co bym zrobiła.
- Pomogę wam. - usłyszałam po chwili.
- Słucham?
- Pomogę wam się stąd wydostać. Dzisiaj ja mam tu, że tak powiem dyżur. Nie wiem jak się z tego wyplątam, ale pomogę ci.
- Naprawdę? Słuchaj, ja też ci pomogę. Mój ojciec jest prawnikiem, pewnie cę wybroni jak będzie trzeba. Tylko wiesz, co z resztą?
- O to się nie martw. Zawiadomimy policję, złapią ich. Ja sobie poradzę. - chłopak uśmiechnął się do mnie.
* Kilka godzin później * 
Siedzieliśmy na obskurnych krzesłach kiedy usłyszeliśmy ciche pukanie.
- Nadia? Jesteś tam? - po głosie rozpoznałam, ze to mój przyjaciel.
Natan wstał, żeby otworzyć drzwi. Po chwili wszyscy we trójkę po cichu zaczęliśmy wychodzić z komórki.
- No to teraz ja muszę zrobić to co ustaliliśmy. - odezwał się mój pomocnik.
- Dzwonimy na policję, potem po porywaczy i załatwiamy wszystko. 
Jak postanowiliśmy tak też zrobiliśmy. W między czasie zadzwoniłam do mojego taty. W jego głosie usłyszałam ulgę. Naprawdę się ucieszył... 
                                                             ***
- Panowie pójdą z nami. - powiedział jeden z policjantów. 
- Szybko nie wyjdziecie z więzienia. - dodał drugi.
Cieszyłam się, że już po wszystkim. Tato stał obok mnie i cały czas trzymał mnie za rękę.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś tutaj teraz. Gdyby coś ci się stało nie wybaczył bym sobie tego. - usłyszałam po chwili.
- Tato... Pomożesz Natanowi? 
- Nadia, córeczko, oczywiście, że pomogę. Jeśli sprawa trafi do sądu, a na pewno tak się stanie, będę go bronił, ale sędzia i tak pewnie da mu łagodny wyrok za to, że pomógł cię uwolnić. - nic już nie powiedziałam, przytuliłam się do niego tylko.
* Miesiąc później *
Już po rozprawie... Bardzo się z tego cieszę. Tamci dostali po 5 lat. Uważam, że to za mało, ale i tak dobrze, że 5 a nie 2... Oczywiście sąd wziął pod uwagę sytuację mojego wybawiciela i nie skazał go. Dostał tylko kuratora. Z Mateuszem prawie nie rozmawiałam. Dlaczego? Zaraz po całej akcji musiał wyjechać do chorej ciotki do Anglii. Nie powiem, tęsknie za nim. Z Nikolą widzimy się codziennie. Powoli wszystko wraca do normy. Mati wraca za tydzień więc w końcu będziemy mogli porozmawiać...
Siedziałam sama w domu kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach stał Hubert. 
- Mogę wejść? - zapytał niepewnie. 
- Tak, jasne. - zaprosiłam go do środka. 
- Przede wszystkim chciałem cie przeprosić. Wiem, że zachowałem się jak dupek. Nie będę cię już więcej nachodził. Zresztą i tak się wyprowadzam. - usłyszałam ledwo przekraczając próg domu.
- Przyznam ci rację, zachowałeś się jak dupek, ale wybaczam ci. Nie chcę się z tobą kłócić. -odpowiedział, a po chwili wyszedł.  
Przez chwile nie wiedziałam co zrobić. W końcu udałam się z powrotem do pokoju.

----------------------------------------------------------------------------------------
Tak, wiem znowu nie jest najdłuższy, ale nie umiem takich pisać. Teraz postaram się dodawać częściej, ale nie wiem  czy to wypali. Smutno mi jest, że tak mało osób to komentuje... 
Teraz kilka słów do Kornelii - przepraszam za błędy, ale piszę szybko i nie zawsze zwracam na to uwagę. A co do pisania, to piszę to z chęcią, ale nie zawsze mam czas. Gdybym nie miała do tego chęci to bym tego wogule nie robiła. Pozdrawiam. ;)






sobota, 18 maja 2013

Rozdział 6

W nocy co chwila się budziłam. Ciągle przewracałam się z boku na bok. Po głowie chodziły mi różne myśli typu: a co jeśli on nie żartował? Co jeśli naprawdę zrobi coś moim bliskim? W uszach brzęczały mi tylko jego słowa " nikogo o tym nie informuj! Jeśli komuś powiesz ktoś z twoich bliskich pożałuje ". Muszę iść na to spotkanie. Muszę, bo inaczej zrobi coś moim bliskim, a tego już bym nie przeżyła... Najwyżej mi coś się stanie. Bożę! O czym ja myślę?! Mam nadzieję, że to tylko moja wyobraźnia... nad ranem przypomniało mi się, że razem z tatem mieliśmy iść dzisiaj na policję. Wiedziałam, że wcześnie wstaje, więc ja też to postanowiłam zrobić i powiedzieć mu, ze to wczoraj mi się musiało przewidzieć. Ten tylko powiedział, że to pewnie przez zmęczenie... Nic mu nie odpowiedziałam, udałam się tylko do swojego pokoju. Do szkoły postanowiłam nie iść, musiałam jeszcze raz to wszytko przemyśleć. Około 12 przysnęłam i przyśniło mi się, że tam poszłam. Nikogo nie widziałam, ale po chwili ktoś mnie złapał i zaczął grozić nożem. Obudziłam się zlana potem.
- Mamo, proszę pomóż mi! Nie pozwól mu zrobić mi krzywdy... - powiedziałam w myślach.Nie miałam już na nic siły. Zeszłam do kuchni i postanowiłam ugotować coś na obiad tacie. I tak nie miałam nic ciekawszego do roboty. Zaczęłam wyciągać wszystkie składniki na spaghetti, bo właśnie to miałam zamiar ugotować. O dziwo szybko je skończyłam. Jak popatrzyłam na zegarek zobaczyłam, że jest już 18! Zostały mi 4 godziny... Włączyłam więc telewizor i zaczęłam skakać po kanałach. Jak zwykle nie było nic ciekawego. Postanowiłam więc napisać jakiś tekst. W tym celu z powrotem udałam się na piętro.
* Oczami Mateusza *
Nadii nie było w szkole. Zdziwiłem się, bo zawsze mnie informowała jak miało jej nie być. Może miała coś ważnego do zrobienie? Nie wiem, mam tylko nadzieję, że nic ważnego się nie stało.  Siedziałem w domu kiedy zadzwonił mój telefon:
- Halo? Nadia? Cały dzień się nie odzywałaś! Coś się stało?
- Nie nic, tylko... A dobra jutro ci opowiem, pa. - rzuciła do telefonu i się rozłączyła. Nie wiedziałem co mam o tym myśleć. Próbowałem się do niej dodzwonić, ale miała już wyłączony telefon. Jeżeli mówiła, że nic to chyba nic. Ona mnie nigdy nie okłamała to dlaczego miała to robić tym razem?
* Oczami Nadii * 
Zadzwoniłam do niego, żeby mu o wszystkim powiedzieć, ale zaraz znowu przypomniały mi się te słowa. Miałam już tego dość. Zbliżała się już 21:30 więc postanowiłam wybrać się do parku. Postanowiłam - Musiałam... Napisałam jeszcze kartkę tacie, żeby się nie martwił i wyszłam na zewnątrz. Na ulicach już mało kto chodził. No tak, bo komu by się chciało chodzić w taką pogodę? Powolnym krokiem zmierzałam do parku, kiedy już tam doszłam usłyszałam telefon:
- A jednak przyszłaś! Grzeczna dziewczynka, mam nadzieję, że nikt o tym nie wie?- Nikomu nie mówiłam. Czego ode mnie chcesz?!' - w odpowiedzi usłyszałam tylko dźwięk rozłączenia.Po chwili usłyszałam, że ktoś podszedł obok mnie. Nie zdążyłam się odwrócić kiedy poczułam silny ból z tyłu głowy.                                                                                                 
                                    ***                                                 Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Nie wiedziałam gdzie jestem i jak się tutaj znalazłam. Dopiero po chwili przypomniałam sobie co się stało w parku. Byłam złą na siebie, że tam poszłam. W sumie to może i dobrze? Przynajmniej nic nie stanie się moim bliskim. Byłam do czegoś przywiązana. To coś byłą krzesłem. Nie mogłam się ruszyć, wszystko było zaklejone taśmą. Nie siedziałam tak długo, po zaraz przyszedł do mnie jakiś człowiek. Na głowie miał kominiarkę. Po głosie także go nie rozpoznałam. Zastanawiałam się czego on ode mnie chce. Jednak nie mogłam się odezwać, bo usta także miałam zaklejone. 
- Pewnie się zastanawiasz po co to robię? - zapytał jeden jakby czytając w moich myślach.- Powiem ci. Dlatego, że... A może jednak ci nie powiem. Im mniej będziesz wiedziała tym lepiej będziesz spała. 
* Oczami Mateusza *
Z tych nerwów już nie mogę wytrzymać. Nadia nie wróciła na noc. Jej tato mówił, że jak wrócił z pracy to już jej ie było. Jeszcze ten telefon od niej.. Jak coś się jej stanie to sobie tego nie wybaczę. Właśnie szedłem w stronę kawiarni, w której najczęściej się widujemy. Może tam ją spotkam? Po drodze zobaczyłem znaną mi sylwetkę. Hubert?- Gnoju! Co zrobiłeś Nadii?! Gdzie ona jest?! - wydarłem się na niego. Co ty gadasz? Jakiej Nadii? - Dobrze wiesz o co mi chodzi! Gdzie ona jest?!Po chwili zorientowałem się, że chłopak nie kłamie i naprawdę nie wiem  gdzie jest Nadia... Nie wiedziałem co robić. Nic mi nie mówiła, była jakaś tajemnicza. A może wyjechała? Nie wiem...



---------------------------------------------------------------
I jest następny. Nie wiem czy ciekawy czy nie... ja nawet jestem z niego zadowolona. :) Nie wiem kiedy będzie następny. Może na tygodniu coś dodam. Zobaczy się. ;)